Trafił swój na swego... Czyli klatka od geeka.
Po sobotnim nordic walkingu pojechaliśmy po klatkę dla Petite Terreur. Tym razem było nam potrzebne coś mocniejszego, co wytrzyma ewentualne próby wydostania się naszego bydlęcia, cechą wartą uwagi są też okrągłe na przekroju elementy stanowiące kraty, gdyż Moyra udowodniła, że ból jej nie straszny i obtarła sobie nos do krwi próbując wydostać się przez okno z samochodu. Klatki spełniające nasze wymagania, o oczekiwaniach nie wspominając, do tanich nie należą. Dlatego bardzo się ucieszyliśmy z używki wystawionej w internecie. Po dodatkowej negocjacji ceny, klatka została oznaczona jako zarezerwowana, a uprzejmy właściciel zgodził się poczekać tydzień na odbiór. Naprawdę wylądowaliśmy w złej części tego kraju! Tak samo było z samochodem: powiedzieliście, ze bierzecie, znaczy zabierzecie, jest ok! Mentalność północnych, znajomość języków (w tym angielskiego) i odjechany niderlandzki zamiast francuskiego podoba nam się tak bardzo, że chętnie byśmy się przenieśli. Jedyn...