Znów delegacja... z wizytą w British Museum
Po trzech tygodniach prawie niepracowania pojechałem znów w delegację. A cała historia (w skrócie) wyglądała tak. Wróciwszy po świętach do pracy stwierdziłem brak mojego laptopa, mojego i drugiego, na którym sprawdzałem ogólną pocztę przychodzącą do biura. Przez chwilę miałem podejrzenie, że Debbie schowała je przede mną, bo zapomniałem schować z biurka przed zakończeniem pracy w czwartek... Jednak nie, znaleziony ślad na drzwiach, kolejne dwa lapki brakujące w biurze szefowej i następne z innych biur, niestety wskazywały jednoznacznie na zorganizowaną kradzież, Policja przyszła, panowie pokiwali głowami, nie sprawdzili żadnych śladów w biurze, ani na drzwiach ani na szafach, wypisali papierki na złożenie zeznań dla ludzi z biura i kierowniczki firmy, która nam wynajmuje pokoje. I tyle. Debbie podała później numery seryjne policji i na razie na tym sprawa się zakończyła. Ale tylko dla nich. Zaraz pierwszego dnia poleciałem po sklepach i sprawdziłem w sieci co można kupić, żeb...