trochę o codzienności ludzi pracujących.

Od kiedy Joshua pracuje wszystko się skomplikowało. Porannym spacerem staramy się dzielić, ale tak długo jak słońce wschodzi po 8, (Od kiedy napisałam pierwszą wersję tego posta już o 7:40). Moyraka do parku mam szansę zabrać tylko ja. Zwłaszcza, że w pracy nie robię teraz żadnych doświadczeń. Pracuję w stylu japońskim: 20% praktyki, 80% planowania. Dzięki temu nie ma znaczenia czy zacznę o 9 czy o 10. Zwykle w biurze siedzę krócej, ale dorabiam wieczorem w domu. Od kiedy mogę sobie na to pozwolić jest trochę lepiej, również z moim kręgosłupem. (Niestety do dobrze jeszcze daleko, ale mam sześciotygodniowy plan naprawczy, może będzie lepiej). I znów - od kiedy to napisałam minęły cztery tygodnie - jest lepiej. Po pracy czasem udaje mi się zrobić jakieś małe zakupy. Większość jedzenia i tak Joshua kupuje w sobotę, ale o rozsądnym odżywianiu się nie ma mowy. Po prostu zawsze czegoś braknie. Jak nie składników, to siły i woli. Dodatkowo jest mi ciut trudniej, bo chciałabym przejść n...