Był weekend, trzeba było coś zrobić.

Pogoda nie rozpieszcza. W jednej chwili jest ciepło i słonecznie, na błękitnym niebie widać jedynie pojedyncze obłoczki, chwilę później robi się ciemno, a z nieba pada... Nie, to nie grad. To totalnie zamarznięty deszcz w formie lodowej ulewy. W sobotę wciąż miałam doła z powodu nie dostania pracy w Gent i absolutnie na nic nie miałam ochoty, ale zazwyczaj to jest słaby pomysł, więc dałam się namówić, żeby pojechać na spotkanie klubu bonsai. Zabrałam swoją sosenkę kupioną na wystawie. Sprzedający ją Polacy śmiali się, że jest chu... no, że nie rokuje, ale nie chciałam wydawać kupy kasy na coś rokującego, a sosna marzyła mi się już od bardzo, bardzo dawna, więc wzięliśmy ją. Faktycznie, pień drzewka jest zupełnie prosty, z gałęziami szału nie ma, ale jakiś pomysł miałam, gałęzie dać na dół, z górnej zrobić czubek. Ale kiedy przyjechaliśmy wszystko mi uciekło, zupełnie nie mogłam podjąć decyzji. Poprosiłam więc naszego prowadzącego o radę. Stefan ma ze 30 lat doświadczen...