Opisy górskich tras, drodzy Państwo, należy jednak czytać.
Wszystko zaczęło się od rice cookera. W końcu trafiła się okazja by takowy zakupić i to nówkę w dobrej cenie. Wisiał na portalu ogłoszeniowym już od dość dawna, ale jakoś mało kto się nim interesował. Uznaliśmy, że możemy go przygarnąć, zwłaszcza że na kuchence elektrycznej chyba nikt nie potrafi dobrze ugotować ryżu do sushi. Niestety po odbiór trzeba było wybrać się aż do Liege. I tak stanęło na tym, że w niedzielę pojechaliśmy we wschodnie Ardeny. Trasę wybierał Joshua: miało być jakieś 13 km i po prawie płaskim. Zabraliśmy uprząż i kije na nordic walking. Po półtorej godziny wycieczki dojechaliśmy na docelowy parking i trochę się zdziwiliśmy: wcześniej wszędzie było pusto, na wcześniejszych ardeńskich wycieczkach ledwo spotykaliśmy ludzi a tu nagle nie było ani pół wolnego miejsca na parkingu. Wszędzie pełno ludzi, co najmniej 4 psy w zasięgu wzroku. Mieliśmy fuksa. Jakaś kobieta machnęła nam, że zaraz będą wyjeżdżać. Kierowcy trzech innych samochodów szukających miejsca...