Monday holiday
Jakby nie patrzeć mija nam na wyspach tydzień. Znaczy: już mniej zostaje, niż mamy za sobą. Krótkie te urlopy, psiakostka... W poniedziałek rano śmignęliśmy na zakupy. Niestety w tutejszym Tesco prawie nie ma działów przemysłowych - mieli mieć śpiwory na wyprzedaży, ale nic z tego. Pojechaliśmy więc do najbliższego sklepu ze sprzętem turystycznym z budżtowej półki, wzięliśmy kartę klubową (dopytawszy się wcześniej, czy nie trzeba mieć tutejszego adresu, zapakowaliśmy dwa worki po taniości ze zniżką na kartę (karta za piątkę, a zniżka na nią 20 funciaków, więc się opłaca), i ruszyliśmy w górę mapy. Ponieważ psu należy się przynajmniej jeden solidny spacer dziennie, postanawiamy szukając na szybko "co po drodze" obejrzeć Fyrish Monument, który sobie Szkoci postawili na pagórku. Znaczy - tak jakby kawałek muru z łukami. Wypatrzywszy na łysym szczycie wysoko nad dachem auta wydałem z siebie głęboki jęk; ale słowo się rzekło, maluch czeka na spacer. Mapa pokazała nam doja...