Posty

Monday holiday

Obraz
Jakby nie patrzeć mija nam na wyspach tydzień. Znaczy: już mniej zostaje, niż mamy za sobą. Krótkie te urlopy, psiakostka... W poniedziałek rano śmignęliśmy na zakupy. Niestety w tutejszym Tesco prawie nie ma działów przemysłowych - mieli mieć śpiwory na wyprzedaży, ale nic z tego. Pojechaliśmy więc do najbliższego sklepu ze sprzętem turystycznym z budżtowej półki, wzięliśmy kartę klubową (dopytawszy się wcześniej, czy nie trzeba mieć tutejszego adresu, zapakowaliśmy dwa worki po taniości ze zniżką na kartę (karta za piątkę, a zniżka na nią 20 funciaków, więc się opłaca), i ruszyliśmy w górę mapy. Ponieważ psu należy się przynajmniej jeden solidny spacer dziennie, postanawiamy szukając na szybko "co po drodze" obejrzeć Fyrish Monument, który sobie Szkoci postawili na pagórku. Znaczy - tak jakby kawałek muru z łukami. Wypatrzywszy na łysym szczycie wysoko nad dachem auta wydałem z siebie głęboki jęk; ale słowo się rzekło, maluch czeka na spacer. Mapa pokazała nam doja...

Park Cairngorms po raz trzeci, czyli: Nie wchodzimy na szczyt, Potfur w Loch Ness i rajd wokół jeziora.

Obraz
Dzień zaczął się fatalnie: zaplanowane wejście na szczyt Cairn Gorm, od którego nazwę bierze cały park, zmuszeni byliśmy odwołać - pogoda była fatalna. Ulewny momentami deszcz i wiatr a w prognozie pogody ostrzeżeniami o możliwych połamanych gałęziach i uszkodzonych budynkach nie są optymalnymi okolicznościami do wchodzenia na górki i łażenia po klifach. Pojechaliśmy za to zamoczyć Moyrę w jeziorze. Po drodze zahaczyliśmy o polankę z kamykami poukładanymi w kółka: Tomnaverie Stone Circle. Krótkie podejście asfaltową ścieżką i kamienny krąg. Oczywiście Moyra wlazła na jeden z kamieni i znacząco spoglądała: "daj ciastek". To dlatego, że w ramach ćwiczeń i przygotowań do nowej aktywności sportowej, ćwiczymy chodzenie po nierównych powierzchniach i balansowanie na niestabilnym podłożu. No i teraz mamy: co zobaczy kamień, to włazi, zaraza jedna, bo pewnie będzie nagroda. Później ruszyliśmy w dalszą drogę. Lało z przerwami, co chwilę Ewa  i radar pogodowy zapow...

Park Cairngorms po raz drugi: W tym dniu: staczamy pierwszą bitwę z meszkami, idziemy po płaskim, pod górę i znów po płaskim. A Moyra idzie do baru.

Obraz
Ponieważ jak do tej pory ciągle się spieszymy, postanowiliśmy odespać i dopiero potem coś dalej robić. W pubie na dole hotelu ustaliliśmy, że zostajemy jeszcze jedną noc, żeby się porządnie wyspać, a nie musieć zrywać bladym świtem z łóżek i wynosić z torbami przed 9 czy 10. Tak też zrobiliśmy. Plan na dzień: park narodowy Cairngorms i jakaś traska na buty, bo i Ewie i psu należy się coś więcej niż siedzenie w samochodzie od rana do nocy. Po fatalnym śniadaniu (po nocy nie doczytałem, że po prostu zostawiają owsiankę, ciasteczka i kawę dla gości na rano, bo nie gotują) pojechaliśmy do parku. Jazda zajęła nam grubo ponad godzinę, co wprawdzie nie umywa się do jazdy po parkach amerykańskich, ale tutaj to jednak sporo. W końcu dotarliśmy do parkingu... i zrobiliśmy na nim dwa kółka, żeby znaleźć jakieś podejrzane miejsce na boku, za kałużą błota. Zaparkowaliśmy mając nadzieję, że uda się później wyjechać. Skasowali nas za to 3 funty. Po wyjściu z auta Potfur dostała szału, jak zwykl...