Posty

"Wakacje"/ Honden park / Suka weg / Badań pod soczewki ciąg dalszy

Obraz
Mamy przymusowe wakacje. Siostra Josha ma swój urlop - jeden na dziesięć lat - kiedy przyjeżdża zobaczyć się z rodziną i znajomymi. Ponieważ mama Josha już nie jeździ, a rodzina jest trochę rozproszona, Joshua zaoferował się, ze przyjedzie i będzie robił za kierowcę.  Jedyna wadą takich (z resztą każdych naszych) wakacji w Polsce jest to, że wracamy bardziej zmęczeni, niż wyjeżdżamy. Ale planujemy, że we wrześniu wynajmiemy campera i pojedziemy na dwa tygodnie do Szwajcarii. Tymczasem Joshua spotyka się z również dawno nie widzianymi krewnymi, a ja siedzę u swoich rodziców i zajmuję się Burkami. Odwiedzam (z umiarem) rodzinę, załatwiam wizyty lekarskie. Oprócz dentystki pójść do okulistki, bo prawe oko łzawi mi jak szalone, a okulista w Belgii nie doszukał się w nim nic poza blizną po infekcji. Okulistka w Polsce stwierdziła stan zapalny i zatkany kanalik łzowy, co wyjaśniałoby łzawienie. Zatem nie polecam okulisty w Sterrebeek.  Jakiś czas temu na naszych spacerowych łąkach w...

Zakupy planowane, z których nic nie wyszło i przelot nad domem

Obraz
Dziś będę narzekać na belgijski rynek. I nie będzie to narzekanie nieuzasadnione. Otóż, kiedy COŚ trzeba kupić, Belgia jest chyba najgorszym miejscem na świecie by się za to zabrać.  Otóż w poniedziałek Joshua leciał do Polski a jakieś targi i potrzebował przez trzy dni chodzić pod krawatem. A tymczasem koszule z długim rękawem zwyczajnie mu... wyszły. Miał jedną. Zatem w sobotę poprzedzającą wylot musieliśmy udać się na zakupy.  Wcześniej wyciągnęliśmy z szafy oficjalne wdzianko, wymyśliłam jakie koszule będą do niego pasować i koło południa pojechaliśmy do dużego centrum handlowego w Brukseli. Założyliśmy, że w dwie godziny znajdziemy to czego szukamy, no bo "how hard could it be"?  Wróciliśmy do domu dopiero tuż przed osiemnastą. Zwiedziliśmy cztery centra handlowe i jeden duży sklep. I nie kupiliśmy NIC. Ja wiem, że cieżko w to uwierzyć, ale poza białymi i bladoniebieskimi koszulami nie było NIC w rozmiarze. Nawet poza rozmiarem znaleźliśmy jedynie jakieś koszule czar...

Nieplanowane zakupy

Obraz
Tydzień temu w Sterrebeek były generalne porządki. No, może porządki były wcześniej, tydzień temu odbyła się wyprzedaż garażowa. W całym mieście. Chętni rejestrowali się przez Fejsbóka, by oznaczyć ich garaż na mapce, a następnie w sobotę wystawiali na wyprzedaż niepotrzebne rzeczy.  My liczyliśmy na jakieś meble ogrodowe, albo bardziej techniczne akcesoria, ale tam, gdzie doszliśmy nikt takich rzeczy nie sprzedawał. Dominowały zabawki i ubrania. Czasem trafił się rower, raz trenażer, trochę książek w którymś z tutejszych języków, znalazłam trzy osły na biegunach. Za pierwszym razem myśleliśmy, ze to niedorobiony konik, ale nie, dwa kolejne też były osły.  Niewiele z tych rzeczy nas interesowało, choć jak zobaczyłam atlas anatomii po niderlandzku za 3€, to nie mogłam się powstrzymać. Zażartowałam, że teraz będę mogła powiedzieć lekarzowi dokładnie gdzie mnie boli.  Ostatecznie kupiliśmy jeszcze dwa kocyki dla psów, bo były w dobrym stanie i taniej niż w sklepie, szklany p...

Ardeny

Obraz
 Jak prawie zawsze kiedy trafia się więcej niż dwa dni wolnego, postanowiliśmy gdzieś się ruszyć. Pomysł przyszedł późno, a Szwajcaria trochę jednak daleko, więc ten plan odłożyliśmy jeszcze na później i wybraliśmy się w Ardeny.  Joshua znalazł super apartament w przystępnej cenie. Z własną kuchnią, salonem i sypialnią, w pomieszczeniach starej farmy. Miejsce przeurocze. Mamy osobne wejście od strony małego dziedzińca, dzięki czemu Burki nie mijają się z innymi gośćmi na korytarzach.  Już na miejscu odkryliśmy jedyną wadę tego miejsca, sypialnia jest na górze, a prowadzą do niej stronę drewniane schody.  Schody są trochę śliskie i zastanawialiśmy się jak Burki wejdą na noc na górę. Dla nie znających tematu: Burki od zawsze śpią razem z nami, w sypialni. tak jest najzdrowiej dla psa - w końcu stado zawsze śpi razem, a i my nie zastanawiamy się co robią po nocy. wyra właściwie cała noc przesypia na swoim łóżeczku obok naszego łóżka, Charlie śpi trochę na swoim materacy...

Był weekend, trzeba było coś zrobić.

Obraz
Pogoda nie rozpieszcza. W jednej chwili jest ciepło i słonecznie, na błękitnym niebie widać jedynie pojedyncze obłoczki, chwilę później robi się ciemno, a z nieba pada... Nie, to nie grad. To totalnie zamarznięty deszcz w formie lodowej ulewy.  W sobotę wciąż miałam doła z powodu nie dostania pracy w Gent i absolutnie na nic nie miałam ochoty, ale zazwyczaj to jest słaby pomysł, więc dałam się namówić, żeby pojechać na spotkanie klubu bonsai.  Zabrałam swoją sosenkę kupioną na wystawie. Sprzedający ją Polacy śmiali się, że jest chu... no, że nie rokuje, ale nie chciałam wydawać kupy kasy na coś rokującego, a sosna marzyła mi się już od bardzo, bardzo dawna, więc wzięliśmy ją.  Faktycznie, pień drzewka jest zupełnie prosty, z gałęziami szału nie ma, ale jakiś pomysł miałam, gałęzie dać na dół, z górnej zrobić czubek. Ale kiedy przyjechaliśmy wszystko mi uciekło, zupełnie nie mogłam podjąć decyzji. Poprosiłam więc naszego prowadzącego o radę. Stefan ma ze 30 lat doświadczen...

Idzie wiosna, pracy nie będzie.

Obraz
Wczoraj miałam bardzo kiepski dzień. Była już środa, więc minął tydzień od mojej wizyty w VIB. A taka byłam po niej zadowolona! Zaproszenie obejmowało lunch, więc upiekłam ciasto, by przynieść deser jako swój wkład, co zostało bardzo miło przyjęte. Prezentację omówiłam wcześniej z zaprzyjaźnioną profesorką, która zwróciła mi uwagę na ważny szczegół: w tak krótkim czasie nie ma szans powiedzieć wszystkiego, więc raczej nie o poznanie mojej wcześniejszej pracy miało w tej pezentacji chodzić. Beata zgadywała, że potencjalny pracodawca chce zobaczyć JAK prezentuję temat, a zatem forma może być nawet ważniejsza niż treść. Przyznałam jej całkowitą rację. Przygotowałam prześliczną estetycznie prezentację, omawiającą tylko dwa z sześciu projektów, w których brałam udział i trzy wybrane obrazy z innych. Wybrałam temat z najładniejszymi obrazkami i największą liczbą różnorodnych eksperymentów oraz drugi ze złożona analizą obrazu. Ale przede wszystkim nie przeładowałam jej i skupiłam się na prost...

Barbados ciąg dalszy

Obraz
 Joshua na Barbados normalnie chodził do pracy, więc w ciągu dnia musiałam znaleźć sobie zajęcie sama. Nie ukrywam, moja forma idealna nie była i tak sama z siebie mogłabym po prostu siedzieć w hotelu i nigdzie nie wychodzić. Ale jednak wiedziałam, że więcej w takie rejony się nie wybiorę i kiedyś będę żałować, że siedziałam w hotelu, więc... kiedy po surfingu Joshua podsunął mi SUPa, stwierdziła, że pójdę. Po 15 min spaceru pieszo musiałam odpocząć w cieniu. W końcu zebrałam siły i poprosiłam o deskę wraz z pięciominutową instrukcją jak jej używać. Okazało się jednak, że zapłacić mogę wyłącznie gotówką, a tej nie miałam. No dobra, mówi się trudno. Uśmiechnęłam się trochę wymuszenie, że może uda mi się jakoś cashback zorganizować, bo bankomat odmówił wydania kasy na belgijską kartę. Ciemnoskóry chłopak o jadowicie zielonych oczach powiedział "I tak cię nauczę". I poszedł po deskę.  SUP był prosty. Ktoś już w wodzie poradził, żebym najpierw spróbowała popływać na kolanach dla ...