Urodziny na Barbados
Na Barcelonie zimowe podróże się nie kończą. Otóż początkiem marca Joshua znów leci na Barbados. Jego szefowa chyba zapomniała co jej powiedział ostatnio na temat mojego wylotu na wyspę, bo znów pytała, czy ja nie chciałabym się wybrać. Joshua uśmiechnął się i stwierdził, że to jednak nie dla mnie. A później mi o tym powiedział. I jak mój mąż ma całkowitą rację, że tropikalna wyspa nie jest miejscem w którym normalnie chciałabym się znaleźć, tak przytłoczenie ostatnimi wydarzeniami (a uwierzcie mi, na przełomie roku w życiu ważnych dla mnie osób wydarzyło się kilka wielkich tragedii) oraz zmęczenie złym samopoczuciem (po odstawianiu leków i w ogóle w związku z depresją), spowodowały, że coś mi odwaliło i powiedziałam, że polecę. Dwa dni w tropikach - pomyślałam - jakoś przeżyję, a może zmiana otoczenia pobudzi mój ledwo działający mózg? Kiedy okazało się, że to będzie 5 dni, było już trochę za późno na zmianę zdania, machina ruszyła. Znajomi nabijali się, że w pokoju na pewn...