Posty

W końcu gdzieś się ruszyliśmy

Obraz
Ostatnio mocno zasiedzieliśmy się w domu. Faktem jest, że żadnego z nas nie ciągnie zbytnio do ludzi.  Jakoś nie odczuwamy potrzeby przebywania w tłumie.  Nie pamiętam kiedy ostatnio byliśmy w jakiejś knajpie, czy restauracji. No dobra, to było tylko takie wyrażenie. Oczywiście, że pamiętam. Na piwo i frytki poszliśmy ze dwa razy jeszcze w Namur, w sierpniu 2018 roku, a podczas zeszłorocznej wizyty w Leuven we wrześniu zjedliśmy sushi w restauracyjnym ogródku.  Jakieś dwa tygodnie temu Joshua trafił na informację, że w Luik jest wystawa na temat prac Da Vinciego i postanowiliśmy się na nią wybrać.  Trochę nie tego się spodziewaliśmy, ale i tak było ok.  O ile techniczne możliwości prezentowania eksponatów są obecnie fantastyczne, to co do ich wykorzystania mam pewne uwagi.  Jak dla mnie było zdecydowanie zbyt głośno i zbyt jasno.  Elektroniczny przewodnik trzeba było trzymać przed sobą, bo nie było mowy o przyłożeniu słuchawki do ucha, a nagrania odsłu...

in a deep doo-doo

Obraz
Nie pamiętam, bym kiedykolwiek czuła coś takiego.  Jestem in a deep doo-doo. Pracy nie ma i jeśli nie zdarzy się cud, to nie będzie. Byłam na kolejnym spotkaniu z Pieterem w VDAB, żeby sformalizować zapisanie mnie na kurs niderlandzkiego. Spytałam, co by mi powiedział odnośnie szukania pracy, gdybym miała tylko szkołę średnią i żadnego doświadczenia.  Automat do rejestracji w VDAB Nie odpowiedział. Są podobno jakieś oferty tam, gdzie ludzi brakuje. Z tego czego nie powiedział, albo przebąknął półsłówkami wywnioskowałam, że można zrobić podstawowy kurs księgowości i na przykład zostać asystentem księgowego za mniej-więcej minimalną pensję. Ale chyba nie miał odwagi, albo sumienia proponować mi czegoś takiego. Czy ja naprawdę nie mam tu szans na NIC więcej??  Szukam pracy już wszędzie. Zaczęłam juz szukać poza Belgią. W jednym miejscu w USA w sumie, to by mnie zatrudnili, gdybym miała wizę, albo zieloną kartę. Kombinuję jak coś dorobić, bo zasiłek spadł do poziomu nie starc...

Najwyższy czas coś napisać

Obraz
Jakoś mi się wena na pisanie urwała od połowy lutego. Nie wiem czemu. Może kwestia braku pracy tak wali mi po głowie, a może to to, że jakoś oszukałam swój mózg i zabrałam się poważniej za niderlandzki (przynajmniej przez chwilę). Działo się też niewiele. Poza zhakowaniem stron rządowych w Belgii i protestami rolników inne lokalne newsy jakoś mi umknęły. U nas też niewiele się działo. Skończyła się pora deszczowa, ale co weekend i tak przychodziły deszcze, więc nawet spacer w Tervuren, który obiecaliśmy naszej Żółtej Paskudzie, żeby stale po tych samych uliczkach wokół domu nie musiała chodzić, się nie udał.  Ja w końcu doczekałam się wizyty w klinice okulistycznej w Leuven. Badanie było istną torturą. Intensywność światła była taka, że łzy lały mi się ciurkiem, z bólu miałam problem utrzymać otwarte oczy. Tak mnie lekarka wymęczyła, że później bolało już nawet "zwykłe" oświetlenie w klinice. Na szczęście miałam nakładki przeciwsłoneczne, bo nawet ekran w poczekalni, na który...

O tym, jak w sklepach zabrakło jedzenia i mały update.

Obraz
Protest rolników zaczął się od najazdu na centrum Brukseli. Jak zwykle musiała być zadyma, wiejskie bydło zablokowało drogi, rzucało jajkami i paliło cokolwiek im wpadło w łapy. Szczerze mówiąc, jak bardzo jestem za demokracją, oraz za prawem do protestowania, to za takie akcje karałabym bez litości. Naprawdę, nie tak trudno ustalić kto palił opony i po fakcie, kiedy już nie będzie groźby rozróby, wyciągnąć konsekwencje?  Jeden z drugim zabuli gigantyczną karę, to następnym się odechce. Protest?  Spoko, ale na cywilizowanych zasadach. Przecież tam chodzą, pracują, a dalej także mieszkają ludzie, a ci używają broni masowego rażenia, bo im się coś nie podoba. Przecież te kłęby czarnego gryzącego dymu unosiły się nad miastem przez długie godziny.   W pewnym momencie działania rolników przybrały formę terroryzmu wewnętrznego, bo ciężko inaczej nazwać blokowanie centrów dystrybucji żywności. W niektórych sklepach półki wyglądały w sobotę tak jak w naszym Colryucie. Zero, dosło...

Zima w belgii trwała od środy do piątku, psy zdrowieją, robimy bonsai, mam skierowanie do okulisty

Obraz
Dziś post trochę chaotyczny, ale  pisze na różne tematy i jakoś mi się to nie chce ładnie posklejać.  Śnieg zszedł w jeden dzień. Zrobiło się ciepło a i wiało jak diabli. Silny porywisty, ciepły wiatr był nawet skuteczniejszy w usuwaniu śniegu i suszeniu ziemi, niż halny. Na następny dzień nie było nawet błota! Skojarzenie z halnym było jednak bardzo silne i przypomniało mi się trochę dzieciństwo.  😏 Pogoda... nie wróciła do tego, co było, bo od kilku ładnych dni nie pada. Jest też względnie ciepło. (Co nie przeszkadza cholernemu piromanowi z 203 kopcić w kominku. A żeby POChP dostał!)  Przyszły wyniki badań Smoków. Charlinu ma zdrową prostatę, Abbie na nowych lekach się nie drapie a Moyra... Z Moyrą na razie nie jesteśmy pewni. Póki co leczymy się dalej. Leczeniu towarzyszyły tortury (prawdziwe, nie pomówione, jak w polityce) i wykonane przez psich człowieków czyli nas. Otóż, Moyrak został wykąpany! Musieliśmy to zrobić, bo w jej sierści pełno było białego proszku,...

Dzień z psem w biurze, Zawirowania zdrowotne smoków, Nagły atak zimy sparaliżował Belgię: Spadło 12 cm śniegu

Obraz
Dziś, w środę, w Joshuowym biurze był dzień pracy ze zwierzakami i każdy mógł zabrać towarzysza do pracy. W normalnych warunkach pojechałby Charlie żeby się socjalizować, ale Charlie stale domaga się uwagi i pracująca z Joshem Debbie mogłaby mieć mu to za złe, a poza tym Charlie ma swoje problemy, z których najpierw musi wyjść.  Zatem do biura pojechała Abbie. Dzień był dla niej inny niż wszystkie od dobrego pół roku i pełen wrażeń. Najpierw znienawidzona torba i - na szczęście krótki - przejazd samochodem, później dworzec. W pociągu nie podobała jej się niestabilna podłoga, ale dała radę. Zwiedziła dość pusty wagon, wyłowiła całe mnóstwo ludzkich zapachów. Przypuszczam, że dla jej nosa i ośrodka węchu mogło to być najsilniejsze przeżycie tego dnia. A dzień dopiero się zaczynał. Na dworcu w Brukseli jej się nie podobało. Ruchome schody dla większości psów (poza Moyrą, która absolutnie nic sobie z nich nie robi często szokując ludzi w okolicy) są straszne, a niesienie na rękach to t...