Posty

Noc w kablach

Obraz
W końcu nadszedł dzień badania.  Zgodnie z wytycznymi pojawiłam się w szpitalu o 14. Załatwiłam formalności (tym razem nie musiałam posiłkować się angielskim) i poszłam na górę. Dostałam całkiem fajny jednoosobowy pokoik.  Zaraz później przyszła bardzo miła pielęgniarka, która kazała mi od razu założyć górę od piżamy, zaraz wróciła z komputerem uzupełnić dane i zmierzyć mi ciśnienie (okazało się, że mimo leków, które zażywam, ciśnienie trzyma się na  poziome 115/75). A później zabrała się do przyklejania elektrod. Pod okiem dla wykrycia fazy snu REM (to ta, kiedy coś się człowiekowi śni, wtedy pojawiają się gwałtowne ruchy gałek ocznych), pod brodą, by sprawdzić, czy zgrzytam zębami. Ta na szyi jest od rejestracji chrapania. No i są te na czole i we włosach dla rejestracji fal mózgowych. To dlatego mam tę siatkę na głowie, żeby je przytrzymywała.  Po tej operacji powiedziała, że mogę robić do wieczora co chcę.  Najpierw zrobiłam sobie zdjęcie. 😂 WE ARE THE BORG...

Abigail - część druga

Obraz
Skoro o niej piszę, to pewnie się już domyślacie. 😉 Abbie nadal jest u nas. No jest i nigdzie się nie wybiera. Nikt się po nią nie zgłosił. Próbowaliśmy znaleźć jej nowy dom, ale... jedna pani która przyszła, powiedziała, że Abbie jest brzydka i że jej nie chce. Szaro-żółty psiak o budowie przypominającej parówkę, z wysuniętą żuchwą, krzywymi i mocno niekompletnymi ząbkami, dodatkowymi - szóstymi, ponadplanowymi pazurkami na tylnych łapkach rozgościł się na posłanku przy kwietniku. Czasami w dzień układa się też na Moyrackim łóżeczku (późnym wieczorem na łóżeczko idzie jednak Moyra).  Całe dni Abbie przesypia, aktywna jest tylko na czas spaceru, który lubi tak bardzo, że próbuje oszukiwać, że jeszcze nie była na spacerze i pcha się pod drzwi drugi raz "a nóż, widelec, mnie jeszcze zabiorą?". W nocy spokojnie śpi w salonie, choć bezczelnie pcha się na sofę, zostawiając na niej duże ilości sierści, bo wyczesanie żółtego pieska to nie lada wyzwanie i potrzeba do niego dwóch osó...

O ADHD, czyli chyba największy szok w moim życiu.

Obraz
Pisałam już o mojej depresji. O tym, jak Suka od 22 lat ciągle wraca i utrudnia mi życie, o tym, jak 10 kolejnych antydepresantów nie zadziałało... I o tym, że w końcu trafiłam do genialnego lekarza, który przepisał i nowy lek o innym mechanizmie działania, który chyba się sprawdził. Lekarza mam naprawdę genialnego. Poleciłam go trzem kolejnym osobom, wszyscy są po prostu zachwyceni. Trafiłam na niego, kiedy oświadczyłam, że gdzieś mam leczenie, ze to nic nie daje i szkoda czasu i kasy na psychiatrę, lek aktywizujący może mi wypisywać lekarka ogólna, nie chcę słyszeć o antydepresantach, bo to i tak na mnie nie działa, no chyba, że ktoś zaproponuje mi coś ketaminopodobnego, co działa zupełnie, zupełnie inaczej, albo elektrowstrząsy. Na to, niezawodny jak zawsze Jakub Z-N, stwierdził, że przecież są w zasięgu naszych znajomości naprawdę genialni lekarze i żeby jednak spróbować przez znajomych znaleźć kogoś kto naprawdę pomyśli jak mi pomóc, a nie walnie pierwszym lekiem, który przyjdzie ...

Kurs integracyjny, czyli naprawdę ciekawe rzeczy o życiu w Belgii.

Obraz
Tak naprawdę, to ja kursu integracyjnego robić nie muszę. Jestem w Belgii już 5 lat, a kurs stał się obowiązkowy dla nowych przyjezdnych i to tych z poza EU. Ale jeśli chcę dostać belgijskie obywatelstwo, muszę zdać egzamin. Pomyślałam, że strasznie głupio byłoby ten egzamin oblać. Poza tym w żadnym miejsc u pracy ani ja ani Joshua nie mieliśmy jak za bardzo się zintegrować. Jedyne znajomości z Flamandami były w grupie tropieniowej, a ostatnio Ivan z Didierem z klubu bonsai i sąsiadka - Liane. To jednak niewiele. Cała masa rzeczy typowych dla tego kraju mogła nam uciec. Poza tym kursy w Solvusie, na które skierowało mnie VDAB jest naprawdę są fajne. Pomyślałam, że uczestnictwo w kolejnym może być dla mnie z pożytkiem. O, rany, ale wtopiłam!  Zajęć jest 15, a każde spotkanie trwa 4 godziny. CZTERY. GODZINY! W dodatku n udne to jest jak nie wiem, bo istotne rzeczy przekazać można by w 60 - 90 minut, a pozostały czas przeznaczony jest na integrację. Integruję się zatem z Arabami, Hind...

Leuven

Obraz
Po ostatniej wycieczce do Leuven, kiedy zrezygnowaliśmy z jazdy samochodem po centrum, pomyślałam, że do Brukseli często jeździmy pociągiem, albo metrem, żeby uniknąć podobnych problemów. A przecież Brukseli kompletnie nie lubimy. No to może należałoby dać szansę Leuven i wybrać się tam pociągiem? Dworzec jest prawie w centrum, to może być naprawdę dobry pomysł na robienie zakupów.  Rano zaliczyliśmy jeszcze szybkie ścinanie moich włosów. Mimo solidnego podcinania (jak sobie przypomniałam), urosły do pasa, a rozjaśniona w zeszłym roku do zrobienia szalonych czerwieni i żółci część szybko wypłukuje kolor i zamiast farbować tylko siwe odrosty, musiałam zużywać ponad dwa opakowania farby na farbowanie całości za każdym razem, czyli co dwa tygodnie. Postanowiłam więc ten problem rozwiązać radykalnie.  Na fryzjera w Belgii czeka się i dwa miesiące (sic!) a ja lubię działać od razu, dlatego włosy ścinał mi Joshua. Półtorej minuty i po sprawie. Zanim dojdziecie do wniosku, że wygląda...

Unfortunately!

Obraz
Joshua przeczytał o państwowych obligacjach. Całkiem przyjemne oprocentowanie, byłoby miło dostać coś ekstra z naszych oszczędności. Niestety ja zawaliłam. Miałam się tym zająć i zapomniałam. Dwa dni przed dedlajnem Joshua przysłał mi dokładniejsze informacje co musze zrobić, by kupić te obligacje. Poszłam za informacjami z linka i doszłam do tego momentu:  Trochę jakby enigmatycznie.   Spróbowałam z innej przeglądarki. Z innego systemu operacyjnego. Spróbował. Joshua.  - Unfortunately! Następnego dnia poleciałam do banku. Nie, nie tak po prostu, wszak bank otwarty we wszystkie dni pracujące to może gdzieś indziej, ale nie w Belgii. Oddział w Zaventem jest czynny tylko w poniedziałki i środy. W piątki pracuje oddział w innym miasteczku.  Dojechać nie problem, problemem było jednak to, ze nie miałam umówionego spotkania (!) w związku z czym musiałam przyjść rano, przed 12.  Dotarłam do banku, poczekałam chwilę i przemiły pan zaprosił mnie do stolika. Myślałam, że...

Kringwinkel

Obraz
Mamy długi weekend. No, nie tak długi jak polski weekend majowy, ale ze względu na wtorkowe święto Josh wziął wolne na poniedziałek i planuje popracować w ogródku. żywopłoty znów wymagają przycięcia, trawa koszenia, inaczej znów wyrośnie wysoka, a wtedy koszenie jest koszmarem, bo po 2 m2 trzeba opróżniać pojemnik w kosiarce. Niestety oba te zajęcia są dla mnie zbyt ciężkie. Koszenie niby nie powinno, ale nasz ogród jest równy jak obszar działań wojennych i przejechanie kosiarką robi się ciężką pracą.  W sobotę wybraliśmy się do Leuven na zakupy. Odwiedziliśmy tamtejszy Kringwinkel, czyli sklep z używkami. Było tam prawie wszystko. Od rowerów, poprzez książki (przy których też chwilę spędziliśmy), ubrania, akcesoria kuchenne.  Miejsce oceniamy pozytywnie, choć nie idealnie. Pochodziliśmy trochę na parterze, wybraliśmy cztery filiżanki ze spodeczkami, wyprodukowane jeszcze w Czechosłowacji 😆. Nie w naszym stylu, ale zawsze kiedy mieliśmy gości, miałam nadzieję, że poproszą o h...