Posty

Wakacyjne wspomnienia.

Obraz
Obóz nazywał się "Baw się i wypoczywaj z psem". Ale tropienia zaczynały się przeważnie o 6 rano. ;)  Wyjeżdżaliśmy z psami z ośrodka, prędzej czy później ładując się w jakieś piaszczyste drogi. Trasy robiliśmy krótsze niż zwykle ale trudne, a praca instruktora była trochę inna niż ta, do której przywykliśmy. Przejazd na miejsce tropienia. Jedna z lokalizacji tropieniowych Pierwszego dnia psy były oszołomione... lasem. Nic w sumie dziwnego: belgijskie lasy są maciupkie, w większości prywatne i jest w nich znacznie mniej dzikich zwierząt. (O ochronę polskich kopytnych postanowiła zadbać Moyra, która najpierw odpoczywała, wytarzała się, a później wysikała niedaleko ambony myśliwskiej w idealnej linii strzału. Przez chwilę roślinożercy będą pewnie tego miejsca unikać). Tropy wiodły na przełaj pomiędzy niczym szczególnym, z rzadka drogami czy nieużywanymi torami kolejowymi. No, ogólnie nie było jakoś super łatwo. Moyra była w ogóle trochę jakby bez motywacji, a może duża grupa pod...

Vakantie!

Obraz
 Udało się. Ale po kolei.  Na wakacje zaplanowaliśmy sobie obóz "Baw się i pracuj z psem" w Psiej Akademii. Niestety moje eksperymenty nie poszły tak jak myślałam i wciąż jestem w ich trakcie, a obecność myszy z nowotworami w klatkach, kiedy te nowotwory trzeba później zbadać, trochę koliduje z planami wakacyjnymi. Josh miał wyjechać w czwartek, a ja, jeśli dam radę, miałam dojechać pociągiem do Poznania z Moyrakiem. Szczerze mówiąc nie wyglądało jakbym miała dać radę, byłam przekonana, ze eksperymenty pociągną się do przynajmniej 2/3 obozu, ale po konsultacjach (wcale nie nastawionych na jak najwcześniejsze zakończenie), postanowiłam przeprocesować wszystkie guzy tego samego dnia, a nie po jednym, w miarę wzrostu, jak ostatnio. Co prawda rozrzut wielkości był spory, jeden guz prawie w ogóle nie chciał rosnąć, miał zaledwie 350 mm3, ale inna mysz była już na granicy dopuszczalnej objętości (1500 mm3), a kolejnych 5 bardzo blisko. Po przekroczeniu maksymalnego rozmiaru trzeba ...

Wczoraj była niedziela, a w niedzielę się pracuje.

Obraz
 Znaczy niedziela to dzień pracy dla czterołapych osobników, którzy przez cały tydzień pracują na okrągło: jak nie hovawarcą (czyli pilnują domu i ogrodu), to pracują nosami.  W tę niedzielę była nasza kolej na organizowanie treningu. Niestety wszystkich jest nas zaledwie 4 pary (pies i człowiek), i nie mamy ekstra runnerów. To utrudnia działanie, ale i tak do 13 każde z nas robi te 2 trasy, a więcej tras się już nie da. Nawet po stosunkowo niedługich tropieniach psy są zmęczone. Nic dziwnego, skoro węszenie męczy je dużo bardziej, niż bieg.  Ubieranie szeleczek przed startem Tak czy inaczej, w sobotę Joshua pojechał sprawdzić cztery potencjalne miejsca na trening. Miejsca wynajdujemy na mapie metodą "tu jest coś zielonego, może będzie fajnie". Później jest analiza ścieżek na maps.me, okolicy na google street view, parkingów (żeby były blisko potencjalnych tras i nie w pełnym słońcu) a później i tak trzeba jechać i sprawdzić, żeby teren nie okazał się prywatny albo z jaki...

Nieuwe bank - czyli nowa...sofa.

Obraz
Zaraz po przyjeździe kupiliśmy po taniości sofę z gigantyczną obniżką ceny. Początki w nowym miejscu są trudne, na wszystko po kolei idzie mnóstwo kasy, nie chcieliśmy szaleć. No i w sumie, to nic tej sofie nie mamy do zarzucenia, ale kiedy przeprowadziliśmy się do domu z trzema sypialniami, pomyśleliśmy, że z trzeciej zrobimy gabinet, ale można by tam kiedyś również wnieść  tę sofę na wypadek większej liczby gości (nie, żebyście wszyscy jakoś strasznie chcieli nas odwiedzać 😏). I teraz nadarzyła się... motywacja. Za kilka tygodni będziemy mieć większe odwiedziny. Tydzień temu ruszyliśmy się po sklepach i udało nam się znaleźć coś co usatysfakcjonowało nas obydwojga. A nie jest to proste, kiedy jedno chce miękką, drugie twardą, jedno wygodną na długie siedzenie, drugie przy tym nie za dużą i zgrabną, a i wygoda jest definiowana przez każde z nas inaczej. Ale udało się. IKEA miała coś dla nas. Tylko jeszcze trzeba tę sofę dostarczyć. Spodziewałam się naiwnie, że na terenie Zaventem...

Wolne

Obraz
Upał przetrwaliśmy. W dwa dni temperatura spadła o ponad 20C. Dziś znów padał belgijski deszczyk, czyli ohydna mżawa unoszona wiatrem i oblepiająca wszystko: pada powoli, żeby starczyło na dłużej. W ogóle całe powietrze jest mokre i lepkie.  Mamy święto, niestety przypadła moja kolej na sprawdzenie myszy. W wolne dni mamy kolejno dyżury. Dziś i w ten weekend moja kolej. Muszę sprawdzić wszystkie klatki, a tych jest naprawdę mnóstwo: część zwierząt jest oczywiście poddawana eksperymentom, część stanowi pulę do rozrodu kiedy będzie trzeba i po prostu jest utrzymywana w jak najlepszych warunkach nawet miesiącami. Mamy myszy modyfikowane genetycznie, gdzie dla każdej mutacji trzeba utrzymać po kilkanaście zwierząt z każdej płci o odpowiedniej kompozycji genów, więc tego robi się całkiem sporo. Część jest rozmnażana. Sama mam aktualnie siedem klatek do rozrodu, oraz kilka klatek z myszami zbyt młodymi na eksperyment, oraz takie, gdzie myszy jeszcze nie są sprawdzone pod kątek genetyczny...

Warmte czyli upał

Obraz
Jest dopiero 34C, jutro ma być 38. Ale do tej pory upały były oszczędne. Dominowała temperatura 20 - 26C. W pracy klimy nie ma (wciąż nie wiem jak to możliwe, ale nie ma). Na szczęście jest cold room, i jak w USA, można tam wejść chwilę przed tym nim padnie się z przegrzania, żeby się schłodzić w przyjemnych +4C. Wiem, ze nie po to to jest ale w taki upał strasznie kusi. 😁  Na szczęście w domu klimatyzator już jest. Przynajmniej Joshua i Burki mają dobrze. Nie chodzi cały czas, schładzamy się tylko trochę, kiedy robi się nieznośnie, do komfortowych 26C, a i tak jego używanie wywołuje we mnie trochę dyskomfortu że emituję CO2. A przecież nie emituje jeszcze tak dużo, połowa naszej elektryczności jest niskoemisyjna. Swoją drogą to zabawne, że nie czuję się tak winna, kiedy zamiast jechać do pracy pociągiem, zabieram samochód. Bo przecież używanie samochodu jest tak normalne, a używanie klimatyzatora to "fanaberia". Zabawne, co robią z nami nasze własne mózgi, jak kształtują na...

Baza wirusów została zaktualizowana...

Obraz
Przygotowujemy się na wakacje.  Tak po prawdzie, to wychodzi na to, że wakacje będą mieć tylko Joshua i Charlie. Chłopaki jadą na obóz "baw się i pracuj z psem", gdzie będą tropić pod okiem porządnej instruktorki, szkolić się z zakresu praktycznego posłuszeństwa (nie jakieś tam irracjonalne manewry na placu i idealnie równe chodzenie przy nodze czy przynoszenie aportu, a pogłębianie więzi między psem a jego dwunogiem oraz ćwiczenie zachowania w życiowych sytuacjach). Zatem same fajne rzeczy. Ja i Moyra prawdopodobnie zostaniemy w pracy. Ja - doświadczalnej, Moyra - hovawarceniu.  Wstępnie na obóz zapisaliśmy się razem, ale co mogę poradzić jak guzy rosną po swojemu i nie mam na nie wpływu?  Wracając do szczepienia, to Crazy Nauka podaje ze nawet co szósty kleszcz w Polsce zawiera dodatek w postaci wirusa wywołującego zapalenie mózgu. A że CN trzyma się faktów, to się wiadomością przejęłam. W końcu jeden spacer w Polsce końcem marca obrodził około 20 kleszczami na każdym p...