Posty

Okolica

Obraz
Sterrebeek leży na północny wschód od Brukseli, tak blisko że niemal  na jej obrzeżach. Ma swoją nazwę i zostało wydzielone w 1977 roku, ale tak naprawdę jest to raczej dzielnica większego Zaventem, niż osobne miasto. Podlegamy też pod urząd miasta w Zaventem, gdzie załatwialiśmy sprawy "meldunkowe", oraz pod Zaven..teński (?) punkt szczepień, w którym jeszcze nie byliśmy. Również w niektórych formularzach  pod kod pocztowy 1933 podpinane jest właśnie Zaventem. I to nie tylko w PayPalu, czy Apple store, ale i w oficjalnych dokumentach. Tablice drogowe nie ułatwiają zrozumienia jak przebiegają granice miasta, bo czasem Strerrebeek zaczyna się po to by po 100 m się skończyć, a z obu stron sąsiaduje z Zaventem.  Po dłuższych poszukiwaniach w końcu znalazłam mapę.  Choć prowincja, w której leży Sterrebeek nazywa się Vlaams Brabant, a więc jest to Flandria, to w Zaventem (niestety) częściej słychać francuski, niż niderlandzki. Wynika to z tego, że we Flandrii ludzie chętn...

Reaktywacja

Obraz
Minęło dwa i pół roku od poprzedniego wpisu. Trochę zostało po staremu, ale wiele się zmieniło i chyba wszystko na lepsze.  Podsumowując: 1. Joshua pracuje tam gdzie pracował. Zmieniła mu się szefowa (znaczy osoba, przed którą odpowiada na Barbados). W biurze zostało po staremu. Póki co ekstra komfort daje nam to, że 4 dni w tygodniu pracuje z domu. Mamy nadzieję, że to się nie zmieni.  2. Mój kontrakt w Namur się skończył. Przez pandemię (pozamykane laby chemiczne, gdzie robiłam spektroskopię, lab biologiczny przekształcony w centrum diagnostyczne), nie zrobiłam ostatniego (finałowego) doświadczenia, najważniejszego w całym projekcie. Czułam więc niedosyt... ale tylko do ostatniej rozmowy przed odejściem. W skrócie: Mój były szef pokazał, że nie ma bladego pojęcia o biologii ani nawet o eksperymentach, które robiłam, co jednak nie przeszkadzało mu mnie obrażać. No bo "jak mogłam nie widzieć naczyń krwionośnych w guzie i nie wiedzieć czy robię zastrzyk obok naczynia czy nie, j...

kolejny update po długim czasie

Obraz
Pisane zdecydowanie nam nie idzie. Ale raz, że blog nei ma popularności amerykańskiego, a to nie motywuje do pisania, a dwa - totalnie nie mamy czasu. Pisząc "totalnie" mam na myśli naprawdę totalnie. W ciągu ostatnich 4 tygodni miałam tylko dwa dni wolnego z czego jeden i tak na chwilę byłam w pracy. Doświadczenia idą... przewidywalnie nieprzewidywalnie. Czyli normalnie. U pierwszych myszy guzy nie chciały rosnąć, u kolejnych - urosły idealnie o czasie przez co miałam kumulację. Tuz przed doświadczeniami z nanocząstkami nie mogłam zrobić dobrych nanocząstek. Znaczy wychodziły super, ale był problem z powlekaniem i po wysuszeniu (które jest koniecznym krokiem) nie chciały się ponownie rozpuszczać. Było ciut nerwowo, była praca po godzinach i w weekendy. I tak już zostało. W domu za to jest wesoło. Charlie trochę mniej demoluje mieszkanie, choć wciąż zdarza mu się rzeźbienie w ścianach. Nie mam pojęcia jak z materacem na łóżku: Jest w takim stanie, że ciężko powiedzieć, cz...

Update, bo dużo czasu minęło.

Obraz
Czas zaczyna się nam kończyć. Mój kontrakt kończy się w połowie kwietnia. Z jednej strony bardzo się cieszę, bo jednak nie podeszła nam ani Wallonia, ani mnie towarzystwo w pracy. Od szefostwa, z którym trzeb obyło o wszystko walczyć, (Niby dostałam wszystko o co prosiłam, ale tez nie prosiłam o cuda, tylko niezbędny sprzęt i jedną zaufaną osobę do pomocy na 4 dni) po współpracowników, z których części wciąż nie pamiętam nawet imion, a na tych z którymi miałam pracować totalnie się zawiodłam. Szef wymyślił dodatkowy eksperyment pilotowy, a przez to wiem już, że całego projektu nie skończę. Mam nadzieję, że zamknę część pilotową i doświadczenia z klasyczną radioterapią a wyniki będą na tyle dobre, by opłacało się zrobić ostatnie doświadczenie. Tak czy inaczej, dla mnie wciąż ma szansę się to skończyć bardzo dobrze.  Jak na razie wszystko idzie dobrze i do połowy kwietnia powinnam się wyrobić. Teraz pytanie co dalej. Na razie - nie wiem. Póki co brakuje czasu na wszystko. Wysł...

Tropimy... bardziej.

Obraz
Charlie dołączył do nas żeby się szkolić i pracować, więc nie pozwalamy mu się obijać. Co prawda podstawowe szkolenie iedzie wolno (robię je sama, bo zwyczajnie nie ma czasu na trenera i ćwiczenia w ramach jakiejś szkoły), ale na każde tropienie zabieramy małego ze sobą. Tak dość szczęśliwie trafił do nas jeszcze przed weekendem tropieniowym, na którym zawsze dzieje się więcej i szybciej.  Niestety Moyracka klatka samochodowa była jednopsowa, a jeszcze bardziej niestety, dwie takie same w kombiaku nie miały szans się zmieścić. Mniejsze klatki byłyby za małe... A przecież Charlie urośnie większy niż Moyra. Trzeba było coś wykombinować. Na szczęście są dostępne bramki: po prostu drzwiczki  blokujące wyjście z bagażnika. W ten sposób nie ma dodatkowego ograniczenia przestrzeni: ile bagażnika, tyle miejsca dla psów, latem klapę można otworzyć, przepływ powietrza jest pełen, a psy bezpiecznie zamknięte... Albo przechodnie bezpieczni dzięki odgrodzenia ich od Moyry ;)  Do ...

Vaterland

Obraz
Jako że dawno nie pisaliśmy, to tak teraz będzie kilka postów pod rząd... Ten mało związany z naszym codziennym życiem, więc pewnie jakoś przy okazji opublikujemy. Realność najwyraźniej jest zdania (o ile jako bezosobowy byt abstrakcyjny mieć jakieś może) iż mamy za mało zajęć i za dużo czasu. Albo moja szefowa uważa, że nie mam co w domu robić i mogę sobie popracować dodatkowo kiedy bądź i byle gdzie. Na wrzesień miała zaplanowany "roadshow", który w tej branży wygląda tak iż grupa prezentująca dany kierunek turystyczny (albo kilka do kupy, zależy kto organizuje) jedzie z miejsca na miejsce w jakimś kraju i w kilku miastach zaprasza na "wieczorek zapoznawczy" lokalnych agentów tustycznych sprzedających wycieczki. Ze względu na rozmiar biura (3 osoby ze mną włącznie...) takie imprezy odbywają się sporadycznie - chyba jedna, góra dwie w roku, bo ktoś jeszcze to wszystko musi zorganizować; no a poza tym są zwykłe targi, FAM-y (czyli wyjazdy agentów i przedstawici...